Socjalmix

Wojtek

*******************7.12.2007****************



Wojtek

J.G. Pracujesz w naszej firmie...?
W.B. 1,5 roku.

Jak sadzisz, dlaczego współpracownicy chcą przeczytać wywiad z Tobą?
Jest to dla mnie zaskakująca wiadomość.

Widocznie nie znasz siebie, albo nie wiesz jak jesteś postrzegany.
Znam siebie, ale nie wszystko na pokaz. Trzeba zachować tę część, która może intrygować otoczenie.

I chyba intryguje... Spróbujmy więc coś odkryć. Pierwszy wolny temat:
najciekawsze wakacje.

Dzikie Bieszczady, pod względem przyrody ale nie tylko...
Pojechałem na 2 tygodnie z zupełnie nieznanymi mi wcześniej osobami w najdziksze ostępy Bieszczad.
Mieszkaliśmy przy źródełku w lesie w namiotach. Wokół tylko drzewa i leśna zwierzyna.
Nawiedzili nas po paru dniach „leśni ludzie”, którzy okazali się strażą i prosili o opuszczenie tego niebezpiecznego miejsca ze względu na obecność niedźwiedzicy z małymi.
Przenieśliśmy się więc ..na plebanię.

Co w tym wyjeździe było najbardziej interesujące?
Szczerze mówiąc jednak ludzie. Obcy, nieznani mi, z którymi spędzam 24 godziny na dobę w niełatwych warunkach. Łączyła nas chęć spędzenia czasu z dala od cywilizacji. Przypominało to trochę akcję z serialu „Zaginieni”. Zaskoczyła mnie rozbieżność między tym co widać i deklaruje człowiek a tym co siedzi w nim naprawdę.

Co wyszło z ciebie?
Ja znam siebie i nie byłem zaskoczony.
Ale ...drobna blondyneczka stworzona dla szpileczek i krótkiej spódniczki dzielnie krocząca leśną ścieżką, na której widoczne były tropy niedźwiedzia...

Czy zawsze w takich chwilach wychodzi z towarzyszy przygody to co najlepsze?
Tym razem tak – na szczęście. Ale człowiek zawsze jest pełen obaw.

Czy kiedyś zdarzyło się inaczej?
Nie, zawsze „dobieram ludzi” i ...sprawdzają się.
Raz ściągałem z Granatów w Tatrach turystkę, która poszła dzikim i znanym z niebezpieczeństw żlebem. Był to początek niezapomnianej, jednodniowej znajomości. Przeszliśmy w tym dniu długą trasę na Kozią Przełęcz.

Z własnego doświadczenia wiem, że spotkania w górach z „bratnimi duszami” wcale nie należą do rzadkości.
Tak i to jest jeden z ciekawszych fenomenów gór – spotkanie kogoś po raz pierwszy i poczucie jakby znało się od lat. Można porozmawiać o wszystkim, śmiać się z tych samych rzeczy i czuć podobnie.

Albo nie mówić nic idąc obok, nie znać osoby a czuć szczególną więź.
Ja wolę mówić, pytać, poznawać człowieka, w każdym można znaleźć coś ciekawego, każdy jest inny.

Ha! Może więc powinniśmy zamienić się miejscami?
Jak najbardziej. Ktoś powinien wreszcie przeprowadzić wywiad z Tobą.

Może kiedyś... ale dzisiaj Twoja kolej, pytanie drugie:
Skoro jak rozumiem fascynują Cię ludzie, charaktery, zachowania – dlaczego więc jesteś informatykiem a nie np. psychologiem. Masz umiejętności nawiązywania kontaktu z ludźmi, a informatyk kojarzy się raczej z samotnikiem i dziwakiem.

Ależ ja taki jestem, i do tego bardzo nieśmiały... Wciąż pracuję nad swoją otwartością wobec ludzi. A wracając do pytania to informatyka chyba z rozpędu, zawsze interesowałem się techniką i elektroniką, możliwość zastosowania nowoczesnych narzędzi i technologii w życiu. Informatyka to dobra łamigłówka. Lubię rozrywki umysłowe.
Obecny rozwój technologii zmusza nas do korzystania ze zdobyczy informatyki. Komputer stał się podstawowym narzędziem życia zawodowego ale i prywatnego.

Wiem, że interesujesz się podróżami, tymi bardzo odległymi ale i tymi odbywanymi „tuż za płotem”.
Tak. Za płotem jeżdżę na rowerze i pokonuję rocznie ok. 2000 km po górach świętokrzyskich. Również przełaziłem całe Łysogóry i ...polecam je wszystkim. Poznałem Tatry, Słowacki Raj, Pieniny.

Jak widzę koncentrujesz się głównie na górach, to zapewne marzysz o zdobyciu najwyższych - Himalajów?
Nie ukrywam, że chciałbym zrobić tracking wokół Annapurny.

To również moje marzenie... które jednak odkładam na przyszłe wcielenie.
Gdzie jeszcze chciałbyś pojechać i co zobaczyć?

Na pewno pozostałości dawnych kultur odległych mentalnie od Europy. Chciałbym poznać to co zostało z niegdyś pięknych miast Inków, Machu Picchu, jezioro Titicaca, albo z zupełnie innej beczki – świętą Górę Aborygenów, Góry Trolli w Norwegii.

Co Ci daje wiarę w życie, skąd się bierze ten ciągły napęd...?
Z wysokoenergetycznego jedzenia. Kuchnia śródziemnomorska najbardziej mi odpowiada ale bez owoców morza, najlepszy jest duży kawał wołowiny, nawet na surowo.
Do tego trening, trening, gimnastyka, potem zróżnicowane jedzonko, potem znowu trening, praca, ruch na świeżym powietrzu, dobra energetyzująca muzyka, ciekawy film, kawka z ekspresu, zielona herbata i witaminy z żeńszeniem i tak na zmianę, a to wszystko okraszone sporą dawką realoptymizmu.

Podejrzewałam Cię o wegetarianizm i filozofię życia bliską buddyzmowi.
Czytałem Lao Tsy. Poznałem Księgę Przemian. Synkretyzm w sztuce i filozofii najbardziej mi odpowiada. Co wyraża się również w tym, że lubię łączyć w sobie sprzeczności: góry – garnitur, siłownia – książka, muzyka poważna – punk.

Wojtek, spotkałam się z opinią, że nie ma tematu, którego byś nie znał i z zaskoczeniem podzielam ten pogląd. Jesteś prawdziwą skarbnicą wiedzy z różnych dziedzin i to w bardzo sympatycznym opakowaniu...
Sporo czytam, a to daje ogólne pojęcie o otaczającym świecie. Mam umysł ścisły i bliskie mi są tematy związane z matematyką, fizyką czy techniką, co do pozostałych dziedzin...... nie wiem. "Wiedza" to za dużo powiedziane, raczej powiedziałbym, że wiem dokładnie tyle, żeby móc wyszukać więcej informacji na temat, który mnie zainteresuje.

Łączysz w sobie wiele zalet, m.in. /muszę to podkreślić!/ ogromną uczynność wobec wszystkich...
Jeżeli tak to odbierasz.... Myślę, że z tym bywa różnie, jeżeli mogę pomóc to dlaczego nie miałbym tego zrobić, ale gdy nie czuję się mocny w jakiejś dziedzinie, nie pasuje mi, albo kiedy brakuje czasu, potrafię powiedzieć "nie".
Wyjaśnieniem może być fakt, że nadal naiwnie lubię ludzi, a może poczucie zrobienia czegoś dobrego to taki mały przejaw zdrowego egoizmu? Sam nie wiem, prawda jest gdzieś pośrodku.

Jaką receptę na życie dałbyś tym, których lubisz?
Carpe diem.

*****

 

Rafał Szymkiewicz – miły uśmiech na Dzień Dobry.

****************7.12.2007*****************



Rafał Szymkiewicz – miły uśmiech na Dzień Dobry.

J.G. Czym się zajmujesz w MOPR?
R.SZ. Jestem pracownikiem gospodarczym w dziale technicznym. Utrzymuje tereny zielone, ale nie tylko, prace porządkowe, pomoc kolegom przy wszelkich awariach.
Zostałem rekomendowany z Kieleckiego Domu pod Fontanną, obecnie pracuję z wolnego rynku, widocznie się sprawdziłem.

Jesteś skowronkiem, pierwsza, uśmiechnięta twarz w MOPRze jaką spotykam rano przestępując progi biura.
Dzięki za dobre słowo.

Skąd ten optymizm od rana?
Bierze się to z głębokiej wiary w człowieka, każdego dnia cieszę się, że idę do pracy z ludźmi,
że mam określone obowiązki, a przy okazji określoną gratyfikację pieniężną, z której jestem BARDZO zadowolony.

Skąd w Tobie tyle ciepła?
Mam taki charakter, lubię życzliwie odnosić się do ludzi. Np. lubię zaczepić kobietę w ciąży i życzyć jej by dzieciątko było zdrowe i było radością dla rodziców.

Co na to kobiety?
Raz zdarzyła mi się odpowiedz opryskliwa, przeważnie kobiety były wdzięczne za życzliwość.
Zawsze tak było, odkąd pamiętam.

Czy ludzie też odpowiadają życzliwością?
Przeważnie tak. Lubię też rozmowy ze starszymi ludźmi, mam z nimi dobry kontakt.

Twoje zainteresowania?
Sport, siatkówka, trenowałem 9 lat, fotografowanie, turystyka piesza/górska/, muzyka dyskotekowa, poezja śpiewana, muzyka klasyczna, literatura filozoficzna, narodowa.

Czy jest coś co byś chciał zmienić we własnym życiu?
OOO, zdecydowanie rzucić palenie, kształcić się, studiować/przerwałem studia na AWF w Krakowie i żałowałem tego/, założyć rodzinę.. Chciałbym zostać terapeutą, pomagać osobom ze schorzeniami na tle nerwowym.

Co byś radził osobom chorym?
Że z każdej sytuacji można wyjść ale jest warunek: należy znaleźć w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę, z którą można porozmawiać o swoich problemach i nigdy nie tracić nadziei.

Zawsze znajdywałeś takie osoby?
Mam takie, które bardzo mi w życiu pomogły, ukierunkowały gdy miałem problemy zdrowotne i zawsze mogę na nie liczyć. Życzyłbym wszystkim znalezienie takich osób we własnym otoczeniu. Każdy powinien też znaleźć czas na zastanowienie, refleksje nad sobą, mieć też miejsca gdzie można pójść zregenerować siły, wyciszyć się.

Jesteś osobą skromną, czy to nie rodzi uczucia niedosytu?
Nie, mam bogate życie wewnętrzne, wciąż czegoś dociekam, wyjaśniam, poznaję, przez co nie czuję pustki. Nie lubię stanowisk, jestem z natury skromny i dobrze się z tym czuje.
Potrafię sobie wypełnić czas. Brakuje mi go jedynie na odwiedzenie ludzi chorych starszych a chciałbym...

Jakie masz najbliższe plany?
Utrzymać się w mojej pracy, poznać biegle dwa języki.

Życzę zrealizowania ambitnych zamierzeń i dużo zdrowia
Dziękuję bardzo.

 

O tym co było, jak jest i o czym marzy Dyrektor Marek Scelina

**************21.11.2007***************

O tym co było, jak jest i o czym marzy Dyrektor Marek Scelina
rozmawia Joanna Głuszek

Wywiad przeprowadzony został z okazji Dnia Pracownika Socjalnego.


J.G. Panie Dyrektorze, pamięta Pan jak to wszystko się zaczęło? Upłynęło 17 lat? Mały MOPS mieszczący się w kilku pokoikach miejskiego Ratusza, a teraz tak wielka instytucja. Na to wspomnienie mnie osobiście łza się w oku kręci...
M.S. Początki były ale na ul. Buczka. Tam zasiedliśmy w pokoiku z Zosią Wilczyńską (pierwszą dyrektor MOPS) na czerwonych fotelach odziedziczonych po byłym dyrektorze Traczu. W sumie pokoi było ze trzy..
Co do MOPS-u i mojego pojawienia się w nim to ... pamiętam te czasy, okres żarliwych wystąpień ówczesnego ministra pracy J.Kuronia. Od niego dowiedziałem się po raz pierwszy o zawodzie pracownika socjalnego. Byłem młody, pełen wyzwań, pomyślałem, że to coś dla mnie, zważywszy moje duże doświadczenia w pracy w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci.

J.G. No i zaczęło się: żmudne organizowanie, od podstaw, bez szczegółowych przepisów wykonawczych, bez rady kogokolwiek. Grupa zapaleńców z różnymi doświadczeniami, pomysłami.
M.S. Tak. Każdy z nas wnosił coś nowego od siebie, organizowaliśmy m.in. kolonie dla dzieci. Słynna też była Akcja Mieszkaniowa (obecne Dodatki Mieszkaniowe). Rozwiesiliśmy w mieście ogłoszenia: „ Jeżeli brakuje Ci pieniędzy na opłaty czynszowe przyjdź do nas..”
To były duże pieniądze, jeszcze większa liczba środowisk i nie do końca jasne przepisy regulujące przyznanie pomocy.

Te czasy z kolei ja dobrze pamiętam, 9 tys. środowisk, trzech pracowników sekcji i jeden- pierwszy komputer w Ratuszu do napisania decyzji i stworzenia list. Pracowaliśmy na zmiany do późnych godzin nocnych, byliśmy tacy dumni, że bez narzędzi i ludzi obsłużyliśmy na czas tyle środowisk.

A potem był Wojewódzki Zespół Pomocy Społecznej i jeszcze inne wyzwania.

W MOPS-ie miałem duży kontakt z podopiecznymi. Poznawałem osobiście ludzi, pomagałem rozwiązywać ich problemy. Natomiast w WZPS-ie kontaktowałem się głównie z władzami wszystkich szczebli. Przeszliśmy trudny etap przekonywania władz lokalnych do konieczności stworzenia i prowadzenia ośrodków na swym terenie. Pokonywaliśmy duży opór samorządowców uważających pomoc społeczną za jakieś fanaberie rządu.
Ten etap był żmudny, długi ale bardzo konkretny jeśli chodzi o efekty.

Ja z kolei pamiętam, że wówczas rozpoczął się etap informatyzacji pomocy społecznej w Polsce i Pana ogromne zasługi w tym zakresie.
To był przedziwny i bardzo ciekawy wątek w mojej pracy zawodowej. Zostałem konsultantem holenderskiej firmy Coopers&Lybrand. Moim zadaniem było utworzenie pewnych najistotniejszych standardów programowych dot. pomocy społecznej. To niełatwe zadanie zważywszy na ilość i różnorodność organizacyjną wszystkich ośrodków w Polsce, stale zmieniające się przepisy. Byliśmy przez parę lat jedynym zespołem w Polsce, potem doszedł Lublin.

Dzięki Pana obecności w zespole ds. informatyzacji świętokrzyskie było jedynym w Polsce województwem posiadającym w pełni skomputeryzowaną obsługą świadczeń?
To dlatego, że zaproponowaliśmy nasze województwo jako miejsce pilotażowych wdrożeń systemu POMOST.

Czy nie żal było odchodzić do PFRON?
To była przemyślana decyzja. Uznaliśmy z Anią Śleźnik(ówczesny dyrektor WZPS), że pojawia się szansa aby obydwie ważne organizacje, działające na rzecz osób chorych i niepełnosprawnych jak najwięcej i najściślej ze sobą współpracowały.

Jak na tle kierowania firmami z zakresu pomocy społecznej wspomina Pan etap zarządcy komisarycznego w Kielcach.
Tak, to było doświadczenie z niczym innym nieporównywalne.
Wtedy nie zadawałem sobie sprawy z ciężkiej i skomplikowanej sytuacji w jakiej znalazło się miasto, niebezpieczeństwa jego paraliżu. Spoczywała na mnie wielka odpowiedzialność i jeszcze większy wysiłek aby utrzymać sprawnie funkcjonowanie pracy Ratusza, rozwiązywać bieżące problemy, podjąć bardzo ważne decyzje o powstaniu pierwszego Mc Donald-a w Kielcach oraz Browaru Belgia w mieście.

Jakie umiejętności musi posiadać człowiek aby dać sobie radę z tak trudnymi zadaniami?
Przede wszystkim to predyspozycje do łagodzenia sporów. Nie należy stawiać spraw „na ostrzu noża”, trzeba rozmawiać tyle razy ile to będzie konieczne, nie rozchodzić się nigdy bez rozwiązania problemu. We wspólnej pracy i wiążących się z nią problemach nie ma osób wygranych czy przegranych. Liczy się wspólny cel i kolejny krok naprzód.

Czy możemy jakoś porównać te dotychczasowe miejsca pracy?
Wszędzie tak naprawdę istotą funkcjonowania są ludzie. Dobry zespół, szacunek, docenienie pracy to podstawa aby móc, chcieć tworzyć i czerpać z tego satysfakcję gdziekolwiek człowiek się znajdzie.

Jakie były najtrudniejsze chwile w Pana pracy?
Przejście do każdej nowej firmy było dla mnie dużym stresem. Poznawanie nowych ludzi, ich zwyczajów, pokonanie nieufności i muru jaki nieświadomie budują.

Może więc jakieś życzenia przy okazji?
Ludzie powinni mówić, rozmawiać bo chodzi przecież o wspólne dobro. Nie wolno nic chować pod dywan i czekać, że problem się rozwiąże.
Zawsze stawiałem na szczerość i o nią wszystkich proszę.

Z jakich swoich dokonań jest Pan najbardziej dumny?
Trudno wymienić, jest tego sporo. Na pewno będzie to projekt sieci środowiskowych domów samopomocy, których powstawanie wspierałem w gminach, w Kielcach powstał wówczas trzeci taki dom w Polsce.
Jestem bardzo dumny z naszego projektu systemu opieki nad dzieckiem. Dzięki niemu żaden noworodek nie trafia do domu dziecka. Przyjmujemy wielu gości, pracowników pomocy społecznej z różnych miast Polski, którym przedstawiamy swoje dzieło, odbieramy słowa uznania, a przede wszystkim widzimy, że nasza reforma dobrze funkcjonuje i po prostu się sprawdza.
Cieszy mnie też działalność Ośrodka Wczesnej Interwencji, który będąc moim projektem autorskim funkcjonuje w Kielcach jako jedyny w województwie i świadczy usługi na europejskim poziomie.

Uważany jest Pan za osobę lubiącą wyzwania i trudne zadania. Czy nie jest Pan znużony monotonią w MOPR ( tu wszystko jakby samo się toczy) i na jakie nowe wyzwania Pan czeka?
Czuje się dobrze tu i teraz. Cieszę się z faktu, że obecna władza stwarza nam możliwość wpływania na tworzoną nową, lepszą rzeczywistość. W pełni staramy się wykorzystać ten moment. Nie znaczy to, że wszystko idzie prostą drogą i jest łatwe. Nigdzie nie ma takiej różnorodności problemów, ich skali i rozległości. Ogromny jest obszar zadań merytorycznych MOPR dotyczących osób starych i młodych, zdrowych lecz bezradnych, ludzi z najróżniejszymi problemami. Do tego dochodzi nadzór nad podległymi placówkami, budowy, remonty, w międzyczasie stałe interwencje, które były i będą, bo na rozwiązywaniu problemów polega nasza służba. Trzeba dużego hartu aby nie stracić w tym wszystkim myśli przewodniej, utrzymać kierunek i ład. Temu służy nasza misja: „Rzetelna i wszechstronna pomoc w trudnych sytuacjach życiowych oparta na poszanowaniu godności i wzajemnych praw”.

Wszyscy podkreślają Pana zdolności empatyczne i wrażliwość - tak rzadkie wśród ludzi „na stanowiskach”. Czy takie cechy nie są przeszkodą w wykonywaniu funkcji osoby zarządzającej zespołem? Nie pozwala Pan na krzywdzenie kogokolwiek, rozmawia, daje „szanse”, negocjuje i łagodzi konflikty, mobilizuje do działania....
Czy tego można się nauczyć?

Mówiłem już wcześniej o potrzebie szczerości, i nadal to podkreślam. Mam ogromną tolerancje i cierpliwość do ludzi. Lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, a przede wszystkim słuchać. To ważna umiejętność, dzięki niej więcej rozumiem, czuję, mogę skuteczniej pracować oraz czerpię zawsze jakąś mądrość dla siebie.

A co ze stresem? Ludzie są ich źródłem.
Nie znam recepty na spokój. W tym zawodzie tak trudno o dystans. Często przeżywam stany kompletnego zmęczenia. Wtedy najlepsza jest wieś, gdzie spędziłem dzieciństwo, zieleń trawy na łące czy ...... świecące słońce. W dobry nastrój wprawia mnie obcowanie z naturą, miewam stany wręcz euforycznej jedności z nią.

Co chciałby Pan zmienić we własnym życiu? Albo gdyby mógł raz jeszcze się urodzić? Jakieś marzenia... wyspy szczęśliwe...
Dziękuje, broń mnie Panie Boże przed kolejnym życiem.
Jestem pogodzony z moim życiem. Nie chciałbym żadnych ekstremalnych zmian w nim, żadnej „wielkiej wygranej”, która mogłaby zburzyć te wartości, do których świadomie i satysfakcjonująco dochodziłem. Ta droga doświadczeń i poszukiwań ma dla mnie wielką wartość i jest źródłem radości. Nie marzę o wyspach szczęśliwych, mam je całkiem niedaleko, to moja najbliższa rodzina, to życie w miarę spokojnie bez wstrząsów i dramatów. Niech tak zostanie.

Panie Dyrektorze, tak długo Pana znam i nie wiem nic o Pana zainteresowaniach.
Zdecydowanie historia. Przez ostatnich parę miesięcy grzebałem we wszystkich możliwych źródłach szukając moich przodków i udało mi się jak na razie dotrzeć do pra pra dziada z ...1744 roku.

Życzę więc dalszych owocnych poszukiwań. A wracając do teraźniejszości
ośmielam się zapytać w dniu naszego święta jak zamierza Pan wspierać w trudnej i odpowiedzialnej roli pracowników socjalnych?

Zachęcam wszystkich pracowników do refleksji nad długą drogą, którą razem pokonaliśmy, nad stanem od jakiego zaczynaliśmy i gdzie jesteśmy obecnie.
Mogę zapewnić, że będę robił wszystko aby z tej ścieżki nie zejść.
Mam pełną świadomość ciężkiej pracy, utrudnień lokalowych, papierkowych, komunikacyjnych oraz wysokości zarobków. Sądzę, że na tle innych ośrodków naprawdę wypadamy zupełnie dobrze. Jednak wciąż będziemy się starali zrobić co w naszej mocy aby było łatwiej, lepiej, milej i skuteczniej. Pracowników proszę jednak raz jeszcze o wcześniejszą refleksję, a może będzie na sercu lżej....

Jak Pan ocenia pracę (w większości) z kobietami?
Całe życie pracuję z kobietami i stwierdzam, że zdecydowanie lepiej mi się z nimi funkcjonuje.
Kobiety są doskonałymi pracownikami, odpowiedzialnymi i bardzo pracowitymi.
Ale czasem i niełatwymi...
Trzeba wiedzieć jacy trudni potrafią być mężczyźni.

Ha...ha... i tu ujawnia się Pana poczucie humoru, które tak często rozładowuje napięte sytuacje. Mam mimo wszystko nadzieję, że po tylu ciepłych słowach panowie pracownicy nie obrażą się.

Może przy okazji zapytam o ideał kobiety?

Hmmmm. Po iluś tam latach doświadczeń stwierdzam, że najbardziej liczy się osobowość, inteligencja. Ją doceniam najbardziej. A jeśli jeszcze postać jest niebrzydka, tym przyjemniej się obcuje...

Dziękuję za rozmowę.

 

Dział Pomocy Środowiskowej

**************18.09.2007***************






DZIAŁ POMOCY ŚRODOWISKOWEJ TO:
- kierownictwo i spółka
- punkt informacyjny – tzw. akwarium
- komputerowi zapaleńcy – czyli realizatorzy zasiłków

Na Studziennej nas znajdziecie, już od progu zobaczycie. Na dzień dobry jest nasz punkcik – informacją nazywany, tam uśmiechem, życzliwością kto przybywa jest witany. Zaświadczenia tu wydają i decyzje też podają, informacji udzielają no i w troskach wysłuchają.
W sprawach rangi najwięksiejszej do 16-stki zapraszamy. Tu Agatka – kierowniczka i Krysieńska – jej zastępca oraz Jola i Lideczka rzeczy, co są niemożliwe wnet od ręki załatwiają. Pieczę mają te dziewczęta nad załogą pozostałą, by Klientów naszych dobro priorytetem nazywano, by decyzje te celowe, stałe no i okresowe jasno brzmiały i na nasze rejoniki, tak szybciutko w mig trafiały. Aby listy, te kasowe, przelewowe i pocztowe wnet księgowość otrzymała i pieniążki tak chybcikiem dziś dla wszystkich wysyłała. Sprawozdania tu robimy, bilansiki policzymy też z Pomostem i Pomocą & TT intensywnie pracujemy. Wiele pisać – zadań masa, ludzi zastęp - każdy ważny, więc by poznać, co robimy do lektury zapraszamy.


1. Agata Bednarz (znana też kiedyś pod imieniem Danusia) – kierownikuje nam wszystkim od jakichś 2 latek, a nie lada to wyzwanie zapanować nad takim ogromem ludu (jak widać na załączonym obrazku) – więc chylimy jej czoła za to wielkie dzieło jakie czyni, ludzki człowiek – z każdym znajdzie wspólne fale. Lody, lody i lodziki, czekoladki, batoniki – kto ja zna ten dobrze wie, że na słodkości nie trzeba jej wcale a wcale namawiać, co wydaje się być niemożliwym patrząc na jej linię - pozazdrościć.

2. Krystyna Piwowar – kierowniczką jest zastępczą, sprawozdania, bilansiki to jej żywioł, no i Wacuś wciąż drukuje, niejednemu puchnie głowa a Krysieńka nasza miła liczy, liczy i przelicza. Dba też wytrwale o świeży powiew wiatru w kierowniczym pokoiku (bardziej spalinki wpadają przez to okienko, ale cóż coś trzeba wdychać), a ząbki niejednemu w rytm stukają.

3. Jolanta Smacka – taloniki i dłużnicy to jej działka. Spokój i opanowanie ją cechuje, łagodnym głosem wszystkich informuje „talony drukujcie”, a potem liczy, rachuje i po tych cyferkach już wie, że wszystko jej pasuje. A prywatnie: ma kota…. na punkcie zwierząt.

4. Lidia Gaik – Do rejonów popisuje, komorników nadzoruje. Ciepły głosik, miła minka, a w opiece ta dziewczynka ma magazyn z podarkami, żeby to działało tak jak miało, wypisuje te faktury, liczy koce i pościele, a wiadomo tego wiele było u nas. Te WuZetki, kto to zliczy? Kartki, świstki, telefony by to grało i buczało no i wszystkim pasowało.

5. Ania Paluch – zwana Weloneczką, jedna z rybek, pracuje w tzw. akwarium – punkcie informacyjnym. Zaświadczenia, zaświadczenia, tony zaświadczonek pisze skrzętnie ta dziewczynka. Bardziej wiosenna od samej wiosny – uśmiech ma szczery i wciąż radosny. W mrocznych nas chwilach na duchu wznosi – ot nasz Ania.

6. Paulina Wojciechowska (Delfineczka) to rybka numer dwa ale równie cenna jak ta pierwsza. Tu podpisik, tam podpisik, decyzyjka już wydana, po pieniążki więc pędzikiem już do kasy podążają, wszyscy którzy o pomoc się u nas starają. Paula taka jest to wędrowniczka, tu coś zwiedzi, tam zobaczy. Wspomnień pięknych ma bez liku. W skali od 1 do 10 za całokształt dostaje 20!!!

7. Ania Piechociak – zwana też Haneczką, zasłużyła się w tym dziale we wzorowym uczestnictwie w „trzustkowym” wdrażaniu nowego systemu obiegu dokumentów; pomocną dłoń w rozwijaniu zdolności manualnych. W opiece ma małą, a jak ważną, zieloną skrzyneczkę, do której ze skutecznością komornika egzekwuje należności za „rzucanie mięsem”. Jest wspaniałą 6-tko i 9-tko zasiłkową realizatorką.

8. Anna Ksel vel Herbuś (z tych Herbusiów) – to osóbka wiecznie młoda, z jakiej strony na nią zerkniesz to 15-tka, 18-tka (rejonowa oczywiście)– pozazdrościć; dbała owych pięknych czasów o mocne kości i uzupełnianie niedoboru wapnia współpracownikom a obecnie troszczy się o to, aby śmiechu i chichotek w przerywniku na śniadanko nigdy nam nie zabraknęło.

9. Maria Wojda – jest niepowtarzalną osóbką – ma zasługi za jedyne w swoim wydaniu DPS-owskie obcowanie a także trochę angielskim zwyczajem o jednej porze jest czas na kawe. Według wieloletniej tradycji „patrz godzina 1130” i kawa musi być. Jej cenne rady i wskazówki jeśli chodzi o „drutowanie” i smakowitych kąsków podawanie są nieprzecenione.

10. Anna Olesiak – to jest taka nasza mała gwiazdka... nie, nie może tak być, jednak sprostować to trzeba - gwiazdeczka najjaśniejsza, przygód u niej co niemiara – niczym mały Robinsonek. Nieobecność tej osóbki jest tragedią niesłychaną, 11-stkę i 5-teczkę w komputerze nam wprowadza oraz Zwrotnicową Panią bywa, gdy Karolek nie przebywa.

11. Karol Stępnik (vel Kapitan Planeta, Mecenas) – serce wielkie, uśmiech szczery, za swoje bezinteresowne podwożenie koleżanek swoją czarną chińszczyzną zasługuje na największe dzięki; zajmuje się on Płatnikiem, (mimo, że czasem kłopotliwy i nie płaci), na dokładkę awansował na Pana Zwrotnicowego – gdy ktoś o pieniążkach zapomina sobie on wytrwale ostatniego do kasy znów go zaprasza.

12. Katarzyna Woś – jest naszym najwyższym urzędnikiem działowym. Pozazdrościć jej owego horyzontu widokowego. Wszystko mierzy z wysokości oj wyyyyysokich. Siedzi sobie w swym kąciku i pracuje to 1-kę, to 16-tkę i Bezdomnych powpisuje. Gdy pajączka maleńkiego – takie śliczne żyjąteczko – ujrzy nasza Kasiuleńka, piszczy, krzyczy, wnet ucieka i na pomoc naszą czeka.

13. Wacław Kowalczyk – zwany Zasilkowstrzymywaczem, powinien zbierać on najwyższe honory za nieustanną walkę o dobro Klientów, aby kasa docierała do nich chybcikiem; niezapomniane pączusie a także za pełnienie roli wodza (bo jak swym głosikiem powie – „decyzje podpisane są!!!!” – wszyscy już na baczność stają i decyzje mu podają) a także za spinaczowe kontakty z księgowością.

14. Barbara Gondek – odznacza się siermiężną walką z przysłowiowymi wiatrakami; tak bardzo zmiennymi stałymi; zasiłki wstrzymuje, wszystko notuje, nie może być tak, że czegoś brakuje. Śmieje się głośno, humor ma przedni, a Ci, co go nie łapią bywają biedni.


15. Michał Ciesiuński – to nasz najmłodszy kolega działowy, specjalista w dziedzinie typu - „pilna sprawa dziś płacimy zasiłeczek”. Wiadomość z ostatniej chwili... jest podobnież w posiadaniu przepisu na najlepsiejszy pod słońcem placek drożdżowy – oby jak najszybciej udało nam się go uzyskać ;) i zakosztować tym samym. Życzymy mu powodzenia na tej „nowej drodze życia” w naszym dziale, samych miłych wrażeń.

16. Wanda Marzec – (pewnie z tych słynnych Wand, co nie chciały Niemca) składamy jej honory za czułą troskę i opiekę nad „żółtymi papierami” – Szydłówkowo-Czarnowskimi; szefowanie, nie tylko „kubkiem szefa”; wspaniałe poczucie humoru i głośne „śmiacie”. Spiżareczka pęka u niej w szwach, gdy zimowy nastaje czas, no i grzybiarz z niej przodowy, kiedy jesień już nadchodzi.

17. Justyna Pawlik – popularny Szakal, posiadaczka bliżej nieokreślonej ilości pseudonimów, razem z Basieńką prowadzi zasiłki stałe, ogólnie ujmując wklepywaczka decyzji administracyjnych. Cicha woda, brzegi rwie, kto ją zna ten dobrze wie, że z nią nie zadziera się. Nie myśl czasem, że jest zła - ona dobre serce ma, lubi humor, figle, psoty - czasem przez to ma kłopoty. Zwiewa wtedy za swe biurko, takie małe JEJ podwórko, gdzie ukrywa się przed karą – taką śmieszną jest cwaniarą.


Jak to czasem w biurze bywa Urząd Pracy nam przysyła młodych, pilnych, fajnych ludzi, u których zapał do pracy jest duży. Z działu Kadr plakietkę ma, swoje miejsce w dziale zna, można już o nim rzec stażysta 
W naszym dziale było ich wielu. Prawie wszyscy znaleźli zatrudnienie – chyba jesteśmy szczęściarzami .
W tej chwili mamy pod swoimi skrzydłami dwie cud dziewczynki: Żanetę i Agnieszkę.


WSZYSTKIM KTÓRZY Z NAMI WSPÓŁPRACUJĄ ŻYCZYMY DALSZYCH WSPÓLNYCH OWOCNYCH DZIAŁAŃ, A TYM KTÓRZY NAS JESZCZE NIE ZNAJĄ NIECH TA MINIREKLAMA NASZEGO DZIAŁU PRZYBLIZY NAS DO WSPÓLNEJ RODZINKI MOPR-OWEJ.

Realizacja: Silna grupa pod wezwaniem K&J&K

Dział Pomocy Środowiskowej, MOPR ul. Studzienna 2

 

„Nie ma rzeczy niemożliwych”

****************12.04.2007***************

Rozmowa z kierownikiem „Klubu Seniora” w Kielcach,
ul. J.N. Jeziorańskiego - Piotrem Piwowarczykiem




Pojawiłeś się wraz z powstaniem Klubu Seniora – skąd?
Moje pierwsze wspomnienie to kołysanka śpiewaną mi przez babcię, miałem wtedy niecały roczek. Potem różne miejsca zamieszkania Dębno k / Nowej Słupi, Bardo, Daleszyce, szkoły, praca, podróże i ... jestem tu.

Brzmi to bardzo intrygująco, musiałeś dużo widzieć, przeżyć…
Rzeczywiście. Pracowałem w różnych miejscach. Najwięcej przemyśleń dostarczyła mi praca z bezdomnymi. To była prawdziwa szkoła życia dla 25-letniego mężczyzny.
Sytuacje i stany, w jakich znajdywali się moi podopieczni, często skrajne, patologiczne dały mi porcję wiedzy o ludziach, jakiej nigdy później nie otrzymałem i jakiej nigdy nie zapomnę.
Nie mniej pouczające były podróże. Zwiedziłem właściwie cała Europę, byłem w USA, krajach byłego bloku socjalistycznego…

Proponuję osobne spotkanie i opowieści ze świata.
Chętnie.

Jednak zawsze powracałeś tu?
Kocham ten kraj – to nie żart. Jestem patriotą.

Jesteś postrzegany jako osoba bardzo wrażliwa, dociekliwa.
Dziękuję. Rzeczywiście, bardzo emocjonalnie postrzegam otaczający mnie świat, jednak nie jestem raptusem. Zwracam uwagę na „WSZYSTKO”, dokładnie analizuję i podejmuję decyzje i co najważniejsze słucham z uwagą.

To cechy pożądane w pracy zawodowej.
Dbam o atmosferę w miejscu pracy, zarówno wśród pracowników jak i gości. Każdy ma w Klubie swoje miejsce i rolę do spełnienia. Ja staram się być bardzo otwarty, ale ostrożności nigdy za wiele.

Rzeczywiście, czuję w tym miejscu bardzo przyjazną atmosferę. Klubowicze są tak pogodni, zadowoleni, że momentami chętnie zamieniłabym się z nimi...
Może, dlatego, że staramy się z nimi tak moja kadra i ja szczerze i otwarcie rozmawiać.
Wyznaję podstawowe zasady moralne i staram się postępować zgodnie z nimi.
Wymagam dużo od siebie i od innych.

Chyba jesteś perfekcjonistą.
Bardzo prawdopodobne…

Kto jest dla Ciebie autorytetem?
Jak dla większości. Jan Paweł II.
Nie wiem, co to łatwa droga, wszystko staram się systematycznie wypracować…

Posiadasz pasje?
Tak. Moją pasją jest człowiek.
Skąd się bierze, jak żyje, mechanizmy decyzji, na ile sprawdza się w sytuacjach trudnych…

A hobby?
Zdecydowanie film. Posiadam kolekcję około tysiąca pozycji. Ponadto fotografika oraz wymienione wcześniej podróże…

Poleciłbyś jakiś ulubiony film?
Proszę: „Łowca jeleni”, „Tam gdzie rosną poziomki”…, filmy Kieślowskiego…

A sporty?
Codziennie rano robię 100 pompek i 100 przysiadów.
Och!

Emanujesz silą, energią. Co na to Twoi klubowi goście – bioenergoterapeuci prowadzący „Spotkania z Medycyną Naturalną”?
Nie zaprzeczę. Potrzebuję dużo bodźców i wrażeń niemal codziennie. Nawet ci panowie byli przy mnie często dość niespokojni.
Ha...ha ... no to uciekam już.
Dzięki za rozmowę i do następnego spotkania: wspomnienia z podróży.

Z przyjemnością.
*****

 
Więcej artykułów…