Socjalmix

Z Miodowej na Orzeszkową

********************4.03.2010********************


W piątek tj. 26 lutego w Środowiskowym Domu Samopomocy przy ul. Miodowej 7 uroczyście gratulowaliśmy sukcesu Alinie Roguli, która drogą awansu została kierownikiem Środowiskowego Domu Samopomocy przy ul. Orzeszkowej w Kielcach. Wspominaliśmy 10 ostatnich lat, wydarzenia duże i małe, zmiany, jakie się w nas wszystkich dokonały. Przy słodkich wypiekach był czas i na uśmiech ze starych fotek i na łzy przy wspomnieniu jednej z uczestniczek Domu. Barbara tak napisała:
„Smutno nam żegnać się z Tobą
Droga Pani Alinko tak dobra i słodka
Jesteś przecież dla nas niezwykłą osobą
Pomoc nam czyniąc ulgę – Ty nasze złotko
Rad dobrych życiowych wciąż nam udzielałaś
Jesteś źródłem radości, obycia
Smutnych wciąż nas pocieszałaś
Szybko Cię nie zapomnimy
Wszak byłaś nam droga…”

Zespół „Szansa” zaśpiewał piosenki, które pasowały do wspomnieniowego dnia, a których słowa wyrażały nowe wyzwania: „pokonaj siebie, udowodnij, że możesz więcej”(Feel), „świat wokół Ciebie się zmienia”(M.Grechuta), „żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam”(Dżem).

Dużo sukcesów i satysfakcji z życiowych wyborów, wiele odwagi, sił, cierpliwości
życzą
Pracownicy i Domownicy z Miodowej


 

Granie na Miodowej

********************6.10.2008********************

Pewnie nie wszystkie koleżanki i koledzy wiedza, że mamy w firmie własny zespół muzyczny składający się z pracowników MOPR. Jego początki sięgają 2006 roku, od kiedy uczestnicy zespołu spotykali się w każda środę w Środowiskowym Domu Samopomocy przy ul. Miodowej 7. W środowych spotkaniach, brali też udział członkowie zespołu "Szansa" - osoby niepełnosprawne z talentem muzycznym.
Obecnie spotykania odbywają się w każdy czwartek po godzinie 16-tej w w/w instytucji.
W skład zespołu wchodzą:
- Tomasz Sowiński( gitara, klawisze, wokal) z Działu ds. Dodatków Mieszkaniowych,
- Ola Banasik (chórki),
- pracownicy Środowiskowego Domu Samopomocy z Miodowej 7 czyli Małgorzata Stefańska (gitara, wokal), Adam Krawczyk(gitara) i Wiola Orłowska(chórki).
Co gramy...Zależy to od naszego nastroju, możliwości, umiejętności, liczby osób zaangażowanych. Głównie jest to repertuar rockowy, bluesowy, a najczęściej jest to „Dżem”, „Budka Suflera” i własne utwory. Autorem nowych aranżacji i kompozycji jest Tomasz Sowiński. Jednym z Jego utworów jest piosenka "Do końca życia".

Potłuczony kryształ i rozwalony obraz,
To świadkowie Twoich niezłych burd.
Kiedy pytam, o co Tobie chodzi?
Spuszczasz głowę i nie mówisz nic.

Spójrz przed siebie, znajdziesz drogi sens,
I nie pozwól nigdy odejść jej.
Może być to najpiękniejszy dzień.
Ruszaj w drogę, nie opuszczaj jej.

Ref.
Jeszcze jedną noc, jeszcze tylko chwilę,
Ja zostanę tu, może w Was coś żyje,
Jeszcze jedną noc, jeszcze tylko chwilę,
Nie zostawiaj tu najwspanialszych wspomnień.

Daję Ci wiarę i co tylko chcesz,
Zostaw urazę i wybacz sobie też.
Idź wreszcie do Niej i zapytaj, czy byś mógł?
Do końca życia w jej sercu zamieszkać znów.



Nasze doświadczenia...Tomek lata szkoły średniej to granie w zespole, Małgosia jest opiekunem artystycznym "Szansy".
Naszym marzeniem jest stworzenie unikatowego w firmie zespołu z prawdziwego zdarzenia, integrującego różne działy MOPR w Kielcach. Poszukujemy osób, których wspólną pasją jest śpiewanie, granie i dobra zabawa. Znaleźliśmy doskonały sposób na oderwanie się od pracy i codziennych obowiązków, dołączcie do nas!!!!
Prosimy o kontakt: Tomasz Sowiński 041 3444085.

 

Ślub

*******************25.07.2008r.*******************



Członkowie zespołu Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie MOPR Kielce w trybie pilnym informują, że miasto Kielce straciło kolejnego wartościowego kawalera. Na szczęście został On oddany w bardzo dobre ręce.
Ślub naszego kolegi Adama Dulnika z Eweliną Olszewską odbył się w dniu 19 lipca 2008 o godz. 18.45 w Pionkach - w pięknym kościele pod wezwaniem Św. Barbary.
Życzymy młodej parze miłości na całe zycie!

 

Szczęściarz

*******************21.05.2008r.*******************



I znowu na emeryturę przechodzi kolejny nasz pracownik - słynny Pan Wacław Kowalczyk z Działu Pomocy Środowiskowej, czyli tzw. „Komputerów”.
Z tej okazji pragniemy przypomnieć archiwalny już wywiad, jakiego w roku 1998 beneficjent (przymuszony służbowym poleceniem swej ówczesnej kierowniczki!!!) udzielił naszej niestrudzonej kronikarce Wincentynie Kadłubek, która oto pozwoliła sobie na skomentowanie zaistniałych od tamtego czasu różnic(w nawiasach).

- Panie Wacławie ile to już lat w MOPSie? (Obecnie w MOPRze–red.)
- Cztery (a tu już czternaście latek przeleciało), i pod tym samym Kierownikiem, (i tu zaszły zmiany, bo już trzecia kierowniczka, a i dyrekcja też trzecia Nim zawiaduje. Mało tego, nie ruszając się z miejsca, Pan Wacław pracuje już w trzecim dziale...). Nie narzekam (nie wolno mi!). Pierwsze kroki jak zwykle były trudne,
bo musiałem nowy program komputerowy poznać (i na koniec też nowy i niejeden program przyszło się nauczyć!).
- Wcześniej był Pan nauczycielem?
- Moja aktywność zawodowa dzieli się na trzy okresy:
1) praca pedagogiczna – 16 lat,
2) ochrona środowiska – 15 lat,
3) MOPR.
Uczyłem wszystkich przedmiotów, jakie istnieją w szkole podstawowej, tylko w różnym czasie, ale głównie matematyki
i fizyki. Z województwa radomskiego, w ramach łączenia rodzin, przeniosłem się do Kielc, gdzie z braku etatów nauczycielskich znalazłem pracę w Wojewódzkim Ośrodku Badań i Kontroli Środowiska, w dziedzinie ochrony nad hałasem, jako że z wykształcenia jestem fizykiem.
- Pracuje Pan w otoczeniu samych kobiet, a i w domu jest Pan rodzynkiem.
Jak z tym żyć?
- Nie ma to dla mnie znaczenia. Od początku pracowałem w środowisku sfeminizowanym, dlatego mówię: „Cóż ja pocznę biedna dziewczyna?” Nawet w książeczce ubezpieczeniowej w rubryce zawód mam wpisane: nauczycielka. (Na odsiecz do Działu dwóch młodych mężczyzn Panu Wacławowi dodano).
- Pan Wacław znany jest z tego, że dba o linię. Nigdy nie je w pracy.
(To co było, minęło, bo niestety nie raz dał się skusić na rozkosze podniebienia z miejscowej piekarenki - dojrzał wreszcie do tych przyjemności... co bedzie dalej??? )
- Zdarzają się jednak takie okazje jak imieniny. Wtedy realizuję powiedzenie:
„Niech brzucho diabli wezmą, byle gospodarza zniszczyć!”
- Znany jest Pan ze swej skrupulatności w prawidłowym obiegu dokumentów. Jak wykrywa Pan pomyłki?
- „Kto to widział, kto to słychał, żeby babce było Michał! Ale jeszcze większa bida, kiedy chłopu chłopu jest Brygida.” Sam na rozładowanie stresów mruczę sobie
pod nosem: „Nie klnij, psiakrew, bo to grzech jak jasna cholera!”
- Mówią, że jest Pan najbardziej zapracowanym mężczyzną w MOPRze. (Ostatnio konkurencja dla Pana Dyrektora?)
- Nie lubię mieć zaległości, a lubię trudne sprawy, skomplikowane decyzje, wymagające poświęcenia większej ilości czasu. Stąd może wynika moje zapracowanie.
- Podobno aktywnie pomaga Pan w domu?
- Oczywiście! Jako uniwersalny robot domowy: zmywa, sprząta, robi zakupy, a także przetwory. Gotuję jednak tylko wodę na herbatę.
- W takim natłoku obowiązków, czy znajduje Pan czas wolny? Jakie są Pańskie zainteresowania?
- Cóż, dobra książka albo krzyżówki. Lubię książki historyczne, beletrystykę. Rozwiązuję wszystkie krzyżówki, ale preferuję te klasyczne. Lubię jazdę na rowerze (zepsułem już dwa rowery córkom!). Co do wypoczynku to nigdy nie byłem na wczasach zorganizowanych. Urlop spędzałem pomagając w gospodarstwie rodziców, a obecnie teściów. Tęsknię do życia na wsi...
- Wasz Dział uchodzi za zgrany…
- I zapracowany!
- A co na temat Pana Wacława sądzą koleżanki z Działu?
- Koleżeński, pomocny, porozmawia na każdy temat. Zawsze doceni elegancję kobiet, a ponadto dobry w tańcu – podkreśla Ania Olesiak.
- W ogóle z Wackiem politykujemy oboje, bo dziewczyny nie są w temacie – dodaje Wanda Marzec.( tak było kiedyś - dziś niesposób)
- Jest pracowity jak pszczółka, bez niego jakby brakowało jednej ręki. Jest wzorem męża – dodaje Ania Piechociak – Ale mężczyzny nie można za dużo chwalić!
- Dziewczyny nie mogą bez Pana żyć!
- A ja bez dziewczyn!
I cóż, pozostanie im tylko płacz i zgrzytanie zębów z przyszłej po Panu Wacławie TĘSKNOTY!!!!
***

 

Wszystko co dobre kiedyś się kończy!

*******************7.04.2008****************
Wszystko co dobre kiedyś się kończy!

Osoby związane z Ośrodkiem od lat, muszą już (NIESTETY) - zgodnie z przepisami prawa - przejść na zasłużoną emeryturę. Niebawem odchodzą:
Krystyna Lutwin – kierownik Rejonu Opiekuńczego „Os. Jagiellońskie”
Aldona Surowiec – inspektor Działu Spraw Pracowniczych i Administracyjnych.
Jakie pozostaną w naszej pamięci?
Oto garść wspomnień i peanów na Ich cześć „wymęczonych” przez zapracowaną kronikarkę MOPR Wincentynę Kadłubek.


***


Co?! Krysia na emeryturę?!

Skromna, dociekliwa Krysia, stale z torbą pełną akt,
Co prawie pełnoletności w MOPRze/MOPSie doczekała.

Lat dwanaście na Rejonie „Jagiellońskim” szefowała,
A wcześniej też i na Studziennej ciężko się naharowała.

Rzadki to przypadek, żeby z biura do rejonu przeszedł kto.
Jej się w pełni to udało, a sukcesy znane są.

Ze spokojem każdą trudność i przeciwność losu przyjmowała,
A problemom i kłopotom, nigdy się nie poddawała.

Kolorowych fiszek, kartek, co do spraw nam przyczepiała
Nic już chyba nie zastąpi, nawet artyleria cała.

Trzech chłopaków wychowała, nawet wnusi doczekała.
Żadne to dla Niej wyzwanie, aby etat w domu miała.

***


Kobieta z charakterkiem

Aldona (przez jednego z kolegów nazwana Donką) to osoba na wielu dziedzinach życia się znająca. Ma doświadczenie w różnych kwestiach. Ba! Nawet w przechodzeniu na emeryturę, bo raz już się na nią „udała”, ale szybko wróciła „do swoich”.
Gotowanie, czy szydełkowanie nie mają przed nią tajemnic. Jej przepisy na śledzie, czy to „czerwone”, czy z rodzynkami, czy po litewsku, krążą już po mieście
i kraju. A szydełkowe czapeczki, kwiatuszki - robione czysto po koleżeńsku - zdobią niejedną znajomą główkę.
Jako że z pierwszego wykształcenia jest pielęgniarką wielu współpracownikom rad medycznych fachowo udziela, często również „chętnym” robi zastrzyki i opatrunki.
Powszechnie znane jest Jej zamiłowanie do baaardzooo(!) wysokich obcasów (na niskich już nie potrafi się poruszać) i wyszukanych strojów, często samodzielnie dzierganych
lub przerabianych na zasadzie: Polka potrafi zrobić z niczego coś. To zainteresowanie modą wcale nie niesie za sobą rujnujących kosztów. Aldona wyszuka okazjonalnie takie ciuchowe perełki, że aż zazdrość bierze.
Nadto ma przysłowiową „rękę” do kwiatów doniczkowych. A gdy Jej się nudzi to zabiera się za… porządki.
Prawdziwą dumą dla Niej są dzieci oraz studiujące w Warszawie i Krakowie wnuczęta (a także ich kotka Dyźka).
To postać barwna i taka też w naszej pamięci pozostanie.

W.K.

 

Wojtek

*******************7.12.2007****************



Wojtek

J.G. Pracujesz w naszej firmie...?
W.B. 1,5 roku.

Jak sadzisz, dlaczego współpracownicy chcą przeczytać wywiad z Tobą?
Jest to dla mnie zaskakująca wiadomość.

Widocznie nie znasz siebie, albo nie wiesz jak jesteś postrzegany.
Znam siebie, ale nie wszystko na pokaz. Trzeba zachować tę część, która może intrygować otoczenie.

I chyba intryguje... Spróbujmy więc coś odkryć. Pierwszy wolny temat:
najciekawsze wakacje.

Dzikie Bieszczady, pod względem przyrody ale nie tylko...
Pojechałem na 2 tygodnie z zupełnie nieznanymi mi wcześniej osobami w najdziksze ostępy Bieszczad.
Mieszkaliśmy przy źródełku w lesie w namiotach. Wokół tylko drzewa i leśna zwierzyna.
Nawiedzili nas po paru dniach „leśni ludzie”, którzy okazali się strażą i prosili o opuszczenie tego niebezpiecznego miejsca ze względu na obecność niedźwiedzicy z małymi.
Przenieśliśmy się więc ..na plebanię.

Co w tym wyjeździe było najbardziej interesujące?
Szczerze mówiąc jednak ludzie. Obcy, nieznani mi, z którymi spędzam 24 godziny na dobę w niełatwych warunkach. Łączyła nas chęć spędzenia czasu z dala od cywilizacji. Przypominało to trochę akcję z serialu „Zaginieni”. Zaskoczyła mnie rozbieżność między tym co widać i deklaruje człowiek a tym co siedzi w nim naprawdę.

Co wyszło z ciebie?
Ja znam siebie i nie byłem zaskoczony.
Ale ...drobna blondyneczka stworzona dla szpileczek i krótkiej spódniczki dzielnie krocząca leśną ścieżką, na której widoczne były tropy niedźwiedzia...

Czy zawsze w takich chwilach wychodzi z towarzyszy przygody to co najlepsze?
Tym razem tak – na szczęście. Ale człowiek zawsze jest pełen obaw.

Czy kiedyś zdarzyło się inaczej?
Nie, zawsze „dobieram ludzi” i ...sprawdzają się.
Raz ściągałem z Granatów w Tatrach turystkę, która poszła dzikim i znanym z niebezpieczeństw żlebem. Był to początek niezapomnianej, jednodniowej znajomości. Przeszliśmy w tym dniu długą trasę na Kozią Przełęcz.

Z własnego doświadczenia wiem, że spotkania w górach z „bratnimi duszami” wcale nie należą do rzadkości.
Tak i to jest jeden z ciekawszych fenomenów gór – spotkanie kogoś po raz pierwszy i poczucie jakby znało się od lat. Można porozmawiać o wszystkim, śmiać się z tych samych rzeczy i czuć podobnie.

Albo nie mówić nic idąc obok, nie znać osoby a czuć szczególną więź.
Ja wolę mówić, pytać, poznawać człowieka, w każdym można znaleźć coś ciekawego, każdy jest inny.

Ha! Może więc powinniśmy zamienić się miejscami?
Jak najbardziej. Ktoś powinien wreszcie przeprowadzić wywiad z Tobą.

Może kiedyś... ale dzisiaj Twoja kolej, pytanie drugie:
Skoro jak rozumiem fascynują Cię ludzie, charaktery, zachowania – dlaczego więc jesteś informatykiem a nie np. psychologiem. Masz umiejętności nawiązywania kontaktu z ludźmi, a informatyk kojarzy się raczej z samotnikiem i dziwakiem.

Ależ ja taki jestem, i do tego bardzo nieśmiały... Wciąż pracuję nad swoją otwartością wobec ludzi. A wracając do pytania to informatyka chyba z rozpędu, zawsze interesowałem się techniką i elektroniką, możliwość zastosowania nowoczesnych narzędzi i technologii w życiu. Informatyka to dobra łamigłówka. Lubię rozrywki umysłowe.
Obecny rozwój technologii zmusza nas do korzystania ze zdobyczy informatyki. Komputer stał się podstawowym narzędziem życia zawodowego ale i prywatnego.

Wiem, że interesujesz się podróżami, tymi bardzo odległymi ale i tymi odbywanymi „tuż za płotem”.
Tak. Za płotem jeżdżę na rowerze i pokonuję rocznie ok. 2000 km po górach świętokrzyskich. Również przełaziłem całe Łysogóry i ...polecam je wszystkim. Poznałem Tatry, Słowacki Raj, Pieniny.

Jak widzę koncentrujesz się głównie na górach, to zapewne marzysz o zdobyciu najwyższych - Himalajów?
Nie ukrywam, że chciałbym zrobić tracking wokół Annapurny.

To również moje marzenie... które jednak odkładam na przyszłe wcielenie.
Gdzie jeszcze chciałbyś pojechać i co zobaczyć?

Na pewno pozostałości dawnych kultur odległych mentalnie od Europy. Chciałbym poznać to co zostało z niegdyś pięknych miast Inków, Machu Picchu, jezioro Titicaca, albo z zupełnie innej beczki – świętą Górę Aborygenów, Góry Trolli w Norwegii.

Co Ci daje wiarę w życie, skąd się bierze ten ciągły napęd...?
Z wysokoenergetycznego jedzenia. Kuchnia śródziemnomorska najbardziej mi odpowiada ale bez owoców morza, najlepszy jest duży kawał wołowiny, nawet na surowo.
Do tego trening, trening, gimnastyka, potem zróżnicowane jedzonko, potem znowu trening, praca, ruch na świeżym powietrzu, dobra energetyzująca muzyka, ciekawy film, kawka z ekspresu, zielona herbata i witaminy z żeńszeniem i tak na zmianę, a to wszystko okraszone sporą dawką realoptymizmu.

Podejrzewałam Cię o wegetarianizm i filozofię życia bliską buddyzmowi.
Czytałem Lao Tsy. Poznałem Księgę Przemian. Synkretyzm w sztuce i filozofii najbardziej mi odpowiada. Co wyraża się również w tym, że lubię łączyć w sobie sprzeczności: góry – garnitur, siłownia – książka, muzyka poważna – punk.

Wojtek, spotkałam się z opinią, że nie ma tematu, którego byś nie znał i z zaskoczeniem podzielam ten pogląd. Jesteś prawdziwą skarbnicą wiedzy z różnych dziedzin i to w bardzo sympatycznym opakowaniu...
Sporo czytam, a to daje ogólne pojęcie o otaczającym świecie. Mam umysł ścisły i bliskie mi są tematy związane z matematyką, fizyką czy techniką, co do pozostałych dziedzin...... nie wiem. "Wiedza" to za dużo powiedziane, raczej powiedziałbym, że wiem dokładnie tyle, żeby móc wyszukać więcej informacji na temat, który mnie zainteresuje.

Łączysz w sobie wiele zalet, m.in. /muszę to podkreślić!/ ogromną uczynność wobec wszystkich...
Jeżeli tak to odbierasz.... Myślę, że z tym bywa różnie, jeżeli mogę pomóc to dlaczego nie miałbym tego zrobić, ale gdy nie czuję się mocny w jakiejś dziedzinie, nie pasuje mi, albo kiedy brakuje czasu, potrafię powiedzieć "nie".
Wyjaśnieniem może być fakt, że nadal naiwnie lubię ludzi, a może poczucie zrobienia czegoś dobrego to taki mały przejaw zdrowego egoizmu? Sam nie wiem, prawda jest gdzieś pośrodku.

Jaką receptę na życie dałbyś tym, których lubisz?
Carpe diem.

*****

 

Rafał Szymkiewicz – miły uśmiech na Dzień Dobry.

****************7.12.2007*****************



Rafał Szymkiewicz – miły uśmiech na Dzień Dobry.

J.G. Czym się zajmujesz w MOPR?
R.SZ. Jestem pracownikiem gospodarczym w dziale technicznym. Utrzymuje tereny zielone, ale nie tylko, prace porządkowe, pomoc kolegom przy wszelkich awariach.
Zostałem rekomendowany z Kieleckiego Domu pod Fontanną, obecnie pracuję z wolnego rynku, widocznie się sprawdziłem.

Jesteś skowronkiem, pierwsza, uśmiechnięta twarz w MOPRze jaką spotykam rano przestępując progi biura.
Dzięki za dobre słowo.

Skąd ten optymizm od rana?
Bierze się to z głębokiej wiary w człowieka, każdego dnia cieszę się, że idę do pracy z ludźmi,
że mam określone obowiązki, a przy okazji określoną gratyfikację pieniężną, z której jestem BARDZO zadowolony.

Skąd w Tobie tyle ciepła?
Mam taki charakter, lubię życzliwie odnosić się do ludzi. Np. lubię zaczepić kobietę w ciąży i życzyć jej by dzieciątko było zdrowe i było radością dla rodziców.

Co na to kobiety?
Raz zdarzyła mi się odpowiedz opryskliwa, przeważnie kobiety były wdzięczne za życzliwość.
Zawsze tak było, odkąd pamiętam.

Czy ludzie też odpowiadają życzliwością?
Przeważnie tak. Lubię też rozmowy ze starszymi ludźmi, mam z nimi dobry kontakt.

Twoje zainteresowania?
Sport, siatkówka, trenowałem 9 lat, fotografowanie, turystyka piesza/górska/, muzyka dyskotekowa, poezja śpiewana, muzyka klasyczna, literatura filozoficzna, narodowa.

Czy jest coś co byś chciał zmienić we własnym życiu?
OOO, zdecydowanie rzucić palenie, kształcić się, studiować/przerwałem studia na AWF w Krakowie i żałowałem tego/, założyć rodzinę.. Chciałbym zostać terapeutą, pomagać osobom ze schorzeniami na tle nerwowym.

Co byś radził osobom chorym?
Że z każdej sytuacji można wyjść ale jest warunek: należy znaleźć w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę, z którą można porozmawiać o swoich problemach i nigdy nie tracić nadziei.

Zawsze znajdywałeś takie osoby?
Mam takie, które bardzo mi w życiu pomogły, ukierunkowały gdy miałem problemy zdrowotne i zawsze mogę na nie liczyć. Życzyłbym wszystkim znalezienie takich osób we własnym otoczeniu. Każdy powinien też znaleźć czas na zastanowienie, refleksje nad sobą, mieć też miejsca gdzie można pójść zregenerować siły, wyciszyć się.

Jesteś osobą skromną, czy to nie rodzi uczucia niedosytu?
Nie, mam bogate życie wewnętrzne, wciąż czegoś dociekam, wyjaśniam, poznaję, przez co nie czuję pustki. Nie lubię stanowisk, jestem z natury skromny i dobrze się z tym czuje.
Potrafię sobie wypełnić czas. Brakuje mi go jedynie na odwiedzenie ludzi chorych starszych a chciałbym...

Jakie masz najbliższe plany?
Utrzymać się w mojej pracy, poznać biegle dwa języki.

Życzę zrealizowania ambitnych zamierzeń i dużo zdrowia
Dziękuję bardzo.

 

O tym co było, jak jest i o czym marzy Dyrektor Marek Scelina

**************21.11.2007***************

O tym co było, jak jest i o czym marzy Dyrektor Marek Scelina
rozmawia Joanna Głuszek

Wywiad przeprowadzony został z okazji Dnia Pracownika Socjalnego.


J.G. Panie Dyrektorze, pamięta Pan jak to wszystko się zaczęło? Upłynęło 17 lat? Mały MOPS mieszczący się w kilku pokoikach miejskiego Ratusza, a teraz tak wielka instytucja. Na to wspomnienie mnie osobiście łza się w oku kręci...
M.S. Początki były ale na ul. Buczka. Tam zasiedliśmy w pokoiku z Zosią Wilczyńską (pierwszą dyrektor MOPS) na czerwonych fotelach odziedziczonych po byłym dyrektorze Traczu. W sumie pokoi było ze trzy..
Co do MOPS-u i mojego pojawienia się w nim to ... pamiętam te czasy, okres żarliwych wystąpień ówczesnego ministra pracy J.Kuronia. Od niego dowiedziałem się po raz pierwszy o zawodzie pracownika socjalnego. Byłem młody, pełen wyzwań, pomyślałem, że to coś dla mnie, zważywszy moje duże doświadczenia w pracy w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci.

J.G. No i zaczęło się: żmudne organizowanie, od podstaw, bez szczegółowych przepisów wykonawczych, bez rady kogokolwiek. Grupa zapaleńców z różnymi doświadczeniami, pomysłami.
M.S. Tak. Każdy z nas wnosił coś nowego od siebie, organizowaliśmy m.in. kolonie dla dzieci. Słynna też była Akcja Mieszkaniowa (obecne Dodatki Mieszkaniowe). Rozwiesiliśmy w mieście ogłoszenia: „ Jeżeli brakuje Ci pieniędzy na opłaty czynszowe przyjdź do nas..”
To były duże pieniądze, jeszcze większa liczba środowisk i nie do końca jasne przepisy regulujące przyznanie pomocy.

Te czasy z kolei ja dobrze pamiętam, 9 tys. środowisk, trzech pracowników sekcji i jeden- pierwszy komputer w Ratuszu do napisania decyzji i stworzenia list. Pracowaliśmy na zmiany do późnych godzin nocnych, byliśmy tacy dumni, że bez narzędzi i ludzi obsłużyliśmy na czas tyle środowisk.

A potem był Wojewódzki Zespół Pomocy Społecznej i jeszcze inne wyzwania.

W MOPS-ie miałem duży kontakt z podopiecznymi. Poznawałem osobiście ludzi, pomagałem rozwiązywać ich problemy. Natomiast w WZPS-ie kontaktowałem się głównie z władzami wszystkich szczebli. Przeszliśmy trudny etap przekonywania władz lokalnych do konieczności stworzenia i prowadzenia ośrodków na swym terenie. Pokonywaliśmy duży opór samorządowców uważających pomoc społeczną za jakieś fanaberie rządu.
Ten etap był żmudny, długi ale bardzo konkretny jeśli chodzi o efekty.

Ja z kolei pamiętam, że wówczas rozpoczął się etap informatyzacji pomocy społecznej w Polsce i Pana ogromne zasługi w tym zakresie.
To był przedziwny i bardzo ciekawy wątek w mojej pracy zawodowej. Zostałem konsultantem holenderskiej firmy Coopers&Lybrand. Moim zadaniem było utworzenie pewnych najistotniejszych standardów programowych dot. pomocy społecznej. To niełatwe zadanie zważywszy na ilość i różnorodność organizacyjną wszystkich ośrodków w Polsce, stale zmieniające się przepisy. Byliśmy przez parę lat jedynym zespołem w Polsce, potem doszedł Lublin.

Dzięki Pana obecności w zespole ds. informatyzacji świętokrzyskie było jedynym w Polsce województwem posiadającym w pełni skomputeryzowaną obsługą świadczeń?
To dlatego, że zaproponowaliśmy nasze województwo jako miejsce pilotażowych wdrożeń systemu POMOST.

Czy nie żal było odchodzić do PFRON?
To była przemyślana decyzja. Uznaliśmy z Anią Śleźnik(ówczesny dyrektor WZPS), że pojawia się szansa aby obydwie ważne organizacje, działające na rzecz osób chorych i niepełnosprawnych jak najwięcej i najściślej ze sobą współpracowały.

Jak na tle kierowania firmami z zakresu pomocy społecznej wspomina Pan etap zarządcy komisarycznego w Kielcach.
Tak, to było doświadczenie z niczym innym nieporównywalne.
Wtedy nie zadawałem sobie sprawy z ciężkiej i skomplikowanej sytuacji w jakiej znalazło się miasto, niebezpieczeństwa jego paraliżu. Spoczywała na mnie wielka odpowiedzialność i jeszcze większy wysiłek aby utrzymać sprawnie funkcjonowanie pracy Ratusza, rozwiązywać bieżące problemy, podjąć bardzo ważne decyzje o powstaniu pierwszego Mc Donald-a w Kielcach oraz Browaru Belgia w mieście.

Jakie umiejętności musi posiadać człowiek aby dać sobie radę z tak trudnymi zadaniami?
Przede wszystkim to predyspozycje do łagodzenia sporów. Nie należy stawiać spraw „na ostrzu noża”, trzeba rozmawiać tyle razy ile to będzie konieczne, nie rozchodzić się nigdy bez rozwiązania problemu. We wspólnej pracy i wiążących się z nią problemach nie ma osób wygranych czy przegranych. Liczy się wspólny cel i kolejny krok naprzód.

Czy możemy jakoś porównać te dotychczasowe miejsca pracy?
Wszędzie tak naprawdę istotą funkcjonowania są ludzie. Dobry zespół, szacunek, docenienie pracy to podstawa aby móc, chcieć tworzyć i czerpać z tego satysfakcję gdziekolwiek człowiek się znajdzie.

Jakie były najtrudniejsze chwile w Pana pracy?
Przejście do każdej nowej firmy było dla mnie dużym stresem. Poznawanie nowych ludzi, ich zwyczajów, pokonanie nieufności i muru jaki nieświadomie budują.

Może więc jakieś życzenia przy okazji?
Ludzie powinni mówić, rozmawiać bo chodzi przecież o wspólne dobro. Nie wolno nic chować pod dywan i czekać, że problem się rozwiąże.
Zawsze stawiałem na szczerość i o nią wszystkich proszę.

Z jakich swoich dokonań jest Pan najbardziej dumny?
Trudno wymienić, jest tego sporo. Na pewno będzie to projekt sieci środowiskowych domów samopomocy, których powstawanie wspierałem w gminach, w Kielcach powstał wówczas trzeci taki dom w Polsce.
Jestem bardzo dumny z naszego projektu systemu opieki nad dzieckiem. Dzięki niemu żaden noworodek nie trafia do domu dziecka. Przyjmujemy wielu gości, pracowników pomocy społecznej z różnych miast Polski, którym przedstawiamy swoje dzieło, odbieramy słowa uznania, a przede wszystkim widzimy, że nasza reforma dobrze funkcjonuje i po prostu się sprawdza.
Cieszy mnie też działalność Ośrodka Wczesnej Interwencji, który będąc moim projektem autorskim funkcjonuje w Kielcach jako jedyny w województwie i świadczy usługi na europejskim poziomie.

Uważany jest Pan za osobę lubiącą wyzwania i trudne zadania. Czy nie jest Pan znużony monotonią w MOPR ( tu wszystko jakby samo się toczy) i na jakie nowe wyzwania Pan czeka?
Czuje się dobrze tu i teraz. Cieszę się z faktu, że obecna władza stwarza nam możliwość wpływania na tworzoną nową, lepszą rzeczywistość. W pełni staramy się wykorzystać ten moment. Nie znaczy to, że wszystko idzie prostą drogą i jest łatwe. Nigdzie nie ma takiej różnorodności problemów, ich skali i rozległości. Ogromny jest obszar zadań merytorycznych MOPR dotyczących osób starych i młodych, zdrowych lecz bezradnych, ludzi z najróżniejszymi problemami. Do tego dochodzi nadzór nad podległymi placówkami, budowy, remonty, w międzyczasie stałe interwencje, które były i będą, bo na rozwiązywaniu problemów polega nasza służba. Trzeba dużego hartu aby nie stracić w tym wszystkim myśli przewodniej, utrzymać kierunek i ład. Temu służy nasza misja: „Rzetelna i wszechstronna pomoc w trudnych sytuacjach życiowych oparta na poszanowaniu godności i wzajemnych praw”.

Wszyscy podkreślają Pana zdolności empatyczne i wrażliwość - tak rzadkie wśród ludzi „na stanowiskach”. Czy takie cechy nie są przeszkodą w wykonywaniu funkcji osoby zarządzającej zespołem? Nie pozwala Pan na krzywdzenie kogokolwiek, rozmawia, daje „szanse”, negocjuje i łagodzi konflikty, mobilizuje do działania....
Czy tego można się nauczyć?

Mówiłem już wcześniej o potrzebie szczerości, i nadal to podkreślam. Mam ogromną tolerancje i cierpliwość do ludzi. Lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, a przede wszystkim słuchać. To ważna umiejętność, dzięki niej więcej rozumiem, czuję, mogę skuteczniej pracować oraz czerpię zawsze jakąś mądrość dla siebie.

A co ze stresem? Ludzie są ich źródłem.
Nie znam recepty na spokój. W tym zawodzie tak trudno o dystans. Często przeżywam stany kompletnego zmęczenia. Wtedy najlepsza jest wieś, gdzie spędziłem dzieciństwo, zieleń trawy na łące czy ...... świecące słońce. W dobry nastrój wprawia mnie obcowanie z naturą, miewam stany wręcz euforycznej jedności z nią.

Co chciałby Pan zmienić we własnym życiu? Albo gdyby mógł raz jeszcze się urodzić? Jakieś marzenia... wyspy szczęśliwe...
Dziękuje, broń mnie Panie Boże przed kolejnym życiem.
Jestem pogodzony z moim życiem. Nie chciałbym żadnych ekstremalnych zmian w nim, żadnej „wielkiej wygranej”, która mogłaby zburzyć te wartości, do których świadomie i satysfakcjonująco dochodziłem. Ta droga doświadczeń i poszukiwań ma dla mnie wielką wartość i jest źródłem radości. Nie marzę o wyspach szczęśliwych, mam je całkiem niedaleko, to moja najbliższa rodzina, to życie w miarę spokojnie bez wstrząsów i dramatów. Niech tak zostanie.

Panie Dyrektorze, tak długo Pana znam i nie wiem nic o Pana zainteresowaniach.
Zdecydowanie historia. Przez ostatnich parę miesięcy grzebałem we wszystkich możliwych źródłach szukając moich przodków i udało mi się jak na razie dotrzeć do pra pra dziada z ...1744 roku.

Życzę więc dalszych owocnych poszukiwań. A wracając do teraźniejszości
ośmielam się zapytać w dniu naszego święta jak zamierza Pan wspierać w trudnej i odpowiedzialnej roli pracowników socjalnych?

Zachęcam wszystkich pracowników do refleksji nad długą drogą, którą razem pokonaliśmy, nad stanem od jakiego zaczynaliśmy i gdzie jesteśmy obecnie.
Mogę zapewnić, że będę robił wszystko aby z tej ścieżki nie zejść.
Mam pełną świadomość ciężkiej pracy, utrudnień lokalowych, papierkowych, komunikacyjnych oraz wysokości zarobków. Sądzę, że na tle innych ośrodków naprawdę wypadamy zupełnie dobrze. Jednak wciąż będziemy się starali zrobić co w naszej mocy aby było łatwiej, lepiej, milej i skuteczniej. Pracowników proszę jednak raz jeszcze o wcześniejszą refleksję, a może będzie na sercu lżej....

Jak Pan ocenia pracę (w większości) z kobietami?
Całe życie pracuję z kobietami i stwierdzam, że zdecydowanie lepiej mi się z nimi funkcjonuje.
Kobiety są doskonałymi pracownikami, odpowiedzialnymi i bardzo pracowitymi.
Ale czasem i niełatwymi...
Trzeba wiedzieć jacy trudni potrafią być mężczyźni.

Ha...ha... i tu ujawnia się Pana poczucie humoru, które tak często rozładowuje napięte sytuacje. Mam mimo wszystko nadzieję, że po tylu ciepłych słowach panowie pracownicy nie obrażą się.

Może przy okazji zapytam o ideał kobiety?

Hmmmm. Po iluś tam latach doświadczeń stwierdzam, że najbardziej liczy się osobowość, inteligencja. Ją doceniam najbardziej. A jeśli jeszcze postać jest niebrzydka, tym przyjemniej się obcuje...

Dziękuję za rozmowę.

 
Więcej artykułów…